Pomiń nawigację
Przegląd Tygodnia - strona główna

Tygodnik online dla właścicieli i menedżerów średnich firm

Nr 14

Rozporządzenie maszynowe od 2027 r. zmienia zakup i modernizację maszyn

Za pół roku dyrektywę maszynową zastąpi unijne rozporządzenie. Dla zakładu, który kupuje maszyny albo sam je przerabia, najważniejsze zmiany dotyczą modernizacji, oprogramowania i dokumentów.

Tekst: Tomasz 5 min czytania

Nowa maszyna przemysłowa z osłonami bezpieczeństwa zainstalowana w hali

Przez prawie dwadzieścia lat podstawą oznakowania CE maszyn była dyrektywa maszynowa z 2006 roku. Od 20 stycznia 2027 roku zastąpi ją rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2023/1230 w sprawie maszyn. Różnica formalna jest istotna: rozporządzenie stosuje się bezpośrednio we wszystkich krajach Unii, bez przenoszenia do prawa krajowego. Wymagań technicznych żaden polski przepis nie złagodzi ani nie zmieni. Państwo ustala tylko sprawy wokół nich: kary za naruszenia, organy nadzoru rynku i jednostki notyfikowane.

W rozmowach z właścicielami zakładów słyszę dwie skrajne reakcje. Pierwsza: „to sprawa producentów maszyn, nas nie dotyczy”. Druga: „wszystkie stare maszyny trzeba będzie certyfikować od nowa”. Obie są błędne. Spróbuję pokazać, co faktycznie zmienia się dla firmy, która maszyny kupuje, użytkuje i czasem przerabia.

Zastrzeżenie na wstępie: to tekst orientacyjny, nie opinia prawna. Przy konkretnym zakupie albo modernizacji warto rozmawiać ze specjalistą od oceny zgodności.

Stare maszyny w hali: spokojnie

Zacznę od tego, co uspokaja. Maszyny wprowadzone do obrotu zgodnie z dyrektywą przed dniem stosowania rozporządzenia nie tracą nagle zgodności. Rozporządzenie reguluje wprowadzanie maszyn do obrotu i oddawanie ich do użytku, a nie codzienną eksploatację.

Obowiązki pracodawcy wobec maszyn używanych w zakładzie wynikają z innych przepisów, o minimalnych wymaganiach dotyczących bezpieczeństwa i higieny pracy przy użytkowaniu maszyn. One się nie zmieniają z tego powodu. Prasa z 2015 roku z ważną deklaracją zgodności nadal może pracować, o ile jest w dobrym stanie technicznym i spełnia minimalne wymagania.

Problem pojawia się, gdy tę prasę przerobimy.

Istotna modyfikacja: zakład staje się producentem

To moim zdaniem najważniejsza zmiana dla zakładów produkcyjnych. Rozporządzenie wprowadza pojęcie istotnej modyfikacji. W uproszczeniu: to fizyczna lub cyfrowa zmiana maszyny po jej wprowadzeniu do obrotu, której producent nie przewidział, a która wpływa na bezpieczeństwo, bo tworzy nowe zagrożenie albo zwiększa istniejące ryzyko i wymaga na przykład nowych osłon lub zmian w układzie sterowania związanym z bezpieczeństwem.

Konsekwencja jest poważna. Kto dokonuje istotnej modyfikacji, jest traktowany jak producent w zakresie zmienionej części maszyny albo całej maszyny, jeśli zmiana dotyczy jej całości. Czyli musi przeprowadzić ocenę ryzyka, przygotować dokumentację techniczną, wystawić deklarację zgodności i oznakować maszynę.

Dotąd podobne podejście funkcjonowało w praktyce i w wytycznych, ale nie było tak wprost zapisane w przepisie. Teraz będzie.

Tabliczka znamionowa maszyny z oznakowaniem CE i naklejkami ostrzegawczymi

Jakie przeróbki w typowym zakładzie mogą się pod to podpaść:

  • połączenie dwóch maszyn w linię z nowym przenośnikiem i wspólnym sterowaniem,
  • dołożenie robota do obsługi starej prasy lub obrabiarki,
  • zmiana sterownika na nowy, z przepisaniem logiki funkcji bezpieczeństwa,
  • zwiększenie prędkości lub siły nacisku ponad to, co przewidział producent,
  • usunięcie lub przebudowa osłon w celu przyspieszenia załadunku.

Nie każda z tych zmian będzie istotną modyfikacją. Wszystko zależy od tego, czy wpływa na bezpieczeństwo w sposób, którego producent nie przewidział. Ale każda wymaga, żeby ktoś w zakładzie świadomie to ocenił i zapisał, zanim zacznie się wiercenie.

Drobne zmiany, jak dołożenie czujnika pracy, który tylko zlicza cykle i niczego nie steruje, zwykle nie mają wpływu na bezpieczeństwo. O takich prostych modernizacjach pisałem w wydaniu o czujnikach na starych maszynach. Granica przebiega tam, gdzie nowy element zaczyna decydować o ruchu maszyny albo o działaniu zabezpieczeń.

Oprogramowanie i cyberbezpieczeństwo w wymaganiach

Dyrektywa z 2006 roku powstawała w czasach, gdy maszyny rzadko miały dostęp do sieci. Rozporządzenie to nadrabia. Wśród zasadniczych wymagań pojawia się ochrona przed uszkodzeniem, także w wyniku celowego lub przypadkowego działania przez sieć. Układ sterowania związany z bezpieczeństwem ma być zaprojektowany tak, żeby podłączenie innego urządzenia albo zdalny dostęp nie prowadziły do niebezpiecznej sytuacji.

Rozporządzenie wprost odnosi się też do oprogramowania pełniącego funkcje bezpieczeństwa oraz do systemów, które uczą się i zmieniają swoje zachowanie w czasie pracy. Maszyny z takimi elementami w funkcjach bezpieczeństwa trafiają na listę wyrobów wysokiego ryzyka, gdzie ocena zgodności wymaga udziału jednostki notyfikowanej.

Dla kupującego wniosek jest praktyczny. Przy zakupie nowej maszyny z modułem zdalnego dostępu, aktualizacjami przez internet albo integracją z systemem zakładowym zapytajcie dostawcę:

  1. Jak zabezpieczony jest zdalny dostęp i kto może z niego korzystać?
  2. Jak wyglądają aktualizacje oprogramowania i czy mogą zmienić funkcje bezpieczeństwa?
  3. Czy maszyna zapisuje ingerencje w oprogramowanie?

Instrukcja w wersji cyfrowej

Drobniejsza, ale odczuwalna zmiana: producent może dostarczyć instrukcję obsługi w formie cyfrowej. Kupujący ma jednak prawo zażądać wersji papierowej przy zakupie, bez dodatkowej opłaty. Deklaracja zgodności również może mieć formę elektroniczną.

To wygoda, ale i zobowiązanie po stronie zakładu. Instrukcja musi być dostępna dla operatora i służb utrzymania ruchu przez cały okres używania maszyny. Link do strony producenta, który za pięć lat przestanie działać, to słabe zabezpieczenie. Radzę pobierać pliki, archiwizować je we własnym systemie dokumentacji i przy ważnych maszynach nadal prosić o papier.

Co zrobić przy zakupach w najbliższych miesiącach

Maszyny zamawiane dziś będą często dostarczane już po styczniu 2027 roku. Zapiszcie więc w umowie jasno, według jakich przepisów ma być oceniona zgodność maszyny i że dostawca odpowiada za wystawienie właściwej deklaracji. To szczególnie ważne przy maszynach budowanych na zamówienie i przy liniach, które składa integrator z elementów kilku producentów.

Druga sprawa to maszyny używane, sprowadzane spoza Unii. Maszyna wprowadzana po raz pierwszy na rynek unijny musi spełnić wymagania obowiązujące w dniu jej wprowadzenia. Importując starszą maszynę z kraju spoza UE po styczniu 2027 roku, stajecie przed wymaganiami rozporządzenia, a nie dyrektywy.

Kto w zakładzie ma to ogarnąć

W średnim zakładzie rzadko jest osoba, która zajmuje się wyłącznie oceną zgodności maszyn. Temat rozkłada się między utrzymanie ruchu, służbę BHP, dział zakupów i automatyka, który akurat zmienia program. Każdy wie trochę, nikt nie odpowiada za całość.

Rozporządzenie to dobry pretekst, żeby to zmienić. Nie trzeba zatrudniać specjalisty. Wystarczy wskazać jedną osobę, która przed każdą przeróbką maszyny i każdym zakupem zada pytanie o bezpieczeństwo i zgodność, a w razie wątpliwości sięgnie po zewnętrzne wsparcie. Najczęściej będzie to doświadczony pracownik utrzymania ruchu, którego warto wysłać na szkolenie z oceny ryzyka.

Co zrobić jeszcze w tym roku

  1. Spiszcie planowane na najbliższe dwa lata modernizacje maszyn i dla każdej zapiszcie, czy może wpływać na bezpieczeństwo.
  2. Wyznaczcie osobę odpowiedzialną za ocenę zmian w maszynach przed ich wykonaniem. Najlepiej kogoś z utrzymania ruchu z wiedzą o ocenie ryzyka.
  3. Przejrzyjcie umowy na maszyny zamówione z dostawą po styczniu 2027.
  4. Uporządkujcie archiwum instrukcji i deklaracji zgodności, także cyfrowych.
  5. Sprawdźcie, które maszyny mają zdalny dostęp i kto z niego korzysta.

Rozporządzenie nie wywraca życia zakładu. Wymaga za to, żeby przeróbki maszyn przestały być robione „na szybko, bo tak będzie wygodniej”. A to akurat zmiana, która wyjdzie wszystkim na dobre.

Tomasz, redakcja Przeglądu Tygodnia

Tomaszredakcja Przeglądu Tygodnia

Tomasz prowadzi Przegląd Tygodnia. Był dziennikarzem gospodarczym, potem przez dziesięć lat pracował w dziale operacyjnym zakładu produkcyjnego na Dolnym Śląsku. Pisze o tym, co zarząd średniej firmy powinien wiedzieć w poniedziałek rano.

Więcej o redakcji